! ! ! Baka-yaro ! ! !

Slogan twojego forum.

  • Nie jesteś zalogowany.

#1 2007-08-14 15:11:53

Yasha
Władca
Zarejestrowany: 2007-05-10
Posty: 0
Zawód: Łowca
Zboczenie: nie powiem
Rasa: Vampir
Piosenka na dzisiaj: Placebo - Twenty Years
Serwis

Ergo Proxy

Oki ja bym chciał napisać o Anime " Ergo Proxy " Główna bochaterka byłe charakteryzowana na Amerykańską wokalistke zespołu Evanescence Amy Lee


http://img98.imageshack.us/img98/5958/021eee5655gf.jpg


W utopijnym mieście Romdeau życie obywateli podlega ścisłej kontroli władz. Ludzie żyją tam wraz ze swymi androidami zwanymi tu autoreivami. Jednak ten spokój burzy seria morderstw. Inspektor Re-l Mayar wraz ze swym partnerem - autoreivem Iggym - spróbują rozwiązać zagadkę mrocznej strony życia w Romdeau.
Dane podstawoweinne tytuły    エルゴプラクシー (japoński)
granica wieku    (od lat 16)
odcinki    23 x 25 min - łącznie 575 min
przypisania    sf, nadprzyrodzone, psychologia, tajemnica, horror, seinen
produkcja    Manglobe Inc., Geneon, WOWOW
animacja    Manglobe Inc.

http://storytellersbookclub.com/images/Wallpapers2/ergo8.jpg

W ciągu ostatnich kilku lat liczba powstających nowych anime pomnożyła się. Jesteśmy zalewani kilkudziesięcioma tytułami na sezon, w której najczęściej główną rolę gra odtwórczość, brak koncepcji czy niestaranne wykonanie. Spośród tych wszystkich tytułów ze świecą szukać możemy interesujących i nietypowych anime, które oderwałyby widza od codziennej nudy. Jednak sami twórcy próbując stworzyć coś takiego, często wpadają w pułapkę przesady i nagle mamy do czynienia z produkcją „pseudowybitną”. Sięgając po nowy tytuł spod znaku Manglobe miałem nadzieję przerwać złą passę takich produkcji. Czy aby moje nadzieje nie przekroczyły progu rzeczywistości? O tym w poniższej recenzji.

Koprodukcję Manglobe’u i Geneonu reżyserował Shukou Murase, odpowiedzialny za reżyserię „Witch Hunter Robin” (znajdziemy tu wiele analogii do tego właśnie tytułu) czy współpracę przy kilku tytułach z serii „Gundam”. Sam trud pisania scenariusza zaś przyjął na siebie Sai Daito, biorący udział w pracach nad „Samurai Champloo” czy „Ghost in the Shell: Stand Alone Complex 2nd GIG”. Jak ci dwaj panowie wywiązali się ze swojej roli, o tym słów kilka.

Akcja serii rozpoczyna się w bliżej nieokreślonej przyszłości na Ziemi. Choć o tym, że jest to Ziemia, domyślać możemy się tylko z kilku drobnych szczegółów. Początkowym miejscem akcji będzie otoczone kopułą (stąd nazwa) miasto Romdeau. Metropolia niemal utopijna, w której wszystko jest sterylne i uporządkowane. Pierwsze możliwe skojarzenia to „wspaniały” świat Huxleya. Zewsząd widać ekrany, na których podawane są wskazówki, „jak zostać dobrym obywatelem”. Społeczeństwo Romdeau ma jednak poza utopijnością świata jeszcze jedną specyficzną cechę. Żyją wraz z androidami zwanymi tutaj autoreivami. Mogą one pełnić różne role – od darmowej siły roboczej do zastępczego dziecka. Co ciekawsze, najpopularniejszymi autoreivami są tzw. entourage’e (z franc. otoczenie), rodzaj osobistego asystenta, który pomaga zostać „dobrym obywatelem”. Pewnego dnia w jednym z laboratoriów zdarza się wypadek. Plotki mówią o potworze, który stamtąd uciekł. Wysokie władze jednak milczą na ten temat. Jednocześnie od jakiegoś czasu pojedyncze autoreivy buntują się na skutek działania wirusa o nazwie Cogito (od Cogito ergo sum Kartezjusza; m.in. rodzimy poeta Zbigniew Herbert określał Cogito jako świadomość własnej woli i egzystencji oraz chęć szukania życiowej drogi), sama nazwa wskazuje, iż bunt polega na nie słuchaniu ludzkich rozkazów i życiu własnym życiem. Tymczasem sprawą zarażonych autoreivów zajmuje się inspektor Re-l Mayer, wnuczka kanclerza miasta – Denova. Wraz ze swoim entourage’em – Iggym – rozpoczyna śledztwo. Ślady prowadzą do imigranta imieniem Vincent...

Fabuła jest najbardziej złożonym w kwestii recenzenckiej elementem tego anime. Ciężko ją ocenić z powodu jej różnorodności. Pierwsze odcinki mogą sprawiać wrażenie, iż będzie to trzymający w napięciu thriller science-fiction, jednak od tej chwili opowieść „Ergo Proxy” zmienia swój wymiar jeszcze kilkukrotnie. Jeśli pokusić się jednak o karkołomną próbę klasyfikacji, najbliżej będzie mu do szeroko pojętego kina drogi. Nie można jednak zaprzeczyć, iż kilka początkowych odcinków trzyma w napięciu i nie pozwala na chwilę nudy. Jednak obok tych interesujących, zdarzały się także takie, które były niemal „wypełniaczami czasu”. W części bardzo luźno nawiązującej do głównej linii fabularnej twórcy bawili się schematami, stosując nieraz niekonwencjonalną formę przedstawienia fabuły. Zdaję się, że ich głównym celem było trzymanie widza w konsternacji aż do końca odcinka. Jak można się domyślać, czasami miało się poczucie pewnych dziur w scenariuszu. Niektóre elementy pojawiały się same dla siebie, nie mając wpływu na całość fabularną. Jednak odmienność tej serii nie polega wszak na skomplikowanym, wielopłaszczyznowym wątku kryminalnym. Polega ona na próbach konwersacji z widzem bardziej obeznanym kulturowo. Powierzchownie objawia się to w cytatach filozofów czy artystów (a nawet np. przeniesieniu rzeźb Michała Anioła do świata anime), imionach, symbolach czy motywach zaczerpniętych z różnych systemów religijnych. Jednocześnie widz, który symboli tych nie rozpoznaje, może także zrozumieć nieco tylko spłyconą wersję tej historii, gdyż najczęściej same nawiązania mają raczej charakter ciekawostek i nie urastają do rangi ważnych symboli, które na podstawie anime tworzą np. dogmat filozoficzny. Tytuł ten nie jest do końca ułożony, przemyślany. Brakuje mu właściwej puenty i kulminacji. Akcja rozgałęzia się do niebotycznych rozmiarów, a tylko nieliczne z nich łączą się w jakimś punkcie. To z kolei pozostawia pole do mnogości interpretacji, co zawsze nawet na wyrost uatrakcyjnia dowolny tytuł. Mimo wszystko całość jakoś trzyma się bardzo obniżonego progu spójności i stanowi stosunkowo interesującą, choć raczej nie specjalnie dynamiczną historię.

Jednym z imigrantów, który pracuje ścigając lub naprawiając zbuntowane roboty, jest Vincent Law – niepozorny, lekkomyślny, naiwny i niezdarny mężczyzna, który przybył do Romdeau aż z Moskwy. Nie pamięta wiele ze swojej przeszłości, jednak za wszelką cenę stara się zostać „dobrym obywatelem”. Re-l zaś jest z pozoru apodyktyczną, zarozumiałą i egoistyczną osobą, aczkolwiek niezwykle dociekliwą i upartą. Podczas rozwoju fabuły do głównych bohaterów opowieści dołączy zarażone wirusem Cogito dziecko – autoreiv o imieniu Pino, pogodna i beztroska osóbka. Nierzadko będziemy mieli także okazję przyglądać się poczynaniom szefa biura generalnego – Raula Creeda, jego entourage’a Kristevie czy przyjaciela i szefa oddziału zdrowia i badań naukowych w Romdeau – Deadalusa.

Bohaterowie skonstruowani są w sposób zrównoważony i ciekawy. Nie łatwo przewidzieć ich działania. Zdecydowanie interesującym zabiegiem jest wprowadzenie postaci Pino do grona głównych bohaterów. Jej bezkompromisowy optymizm i beztroska są przeciwwagą dla wiecznie ponurych twarzy Re-l czy Vincenta. Praktycznie każdy, poza wspomnianą postacią, skrywa w sobie jakąś tajemnicę. Nierzadko taką, która dla widza pozostanie niedostępna. Jednocześnie jednak fakt niejasności motywacyjnych bohaterów czyni ich jakby dalszymi, trudno się z nimi identyfikować i zagłębić się w ciemną toń opowieści. Podsumowując, bohaterowie są ciekawi i pasują do ogólnej koncepcji anime. Nie trafią oni raczej do elity niezwykle oryginalnych animowanych postaci, lecz na pewno zapewnią nam wielominutową rozrywkę na poziomie.

Przejdźmy więc od retoryki do spraw stricte technicznych. Na pierwszy ogień grafika. Jest ona dość sztandarowym przykładem obecnych tendencji w produkcji anime. Jest to połączenie tradycyjnej dwuwymiarowej kreski poddanej intensywnej komputerowej obróbce, a także tekstur wykonanych w 3D. Co by nie mówić, umiejętne wykorzystanie tego typu graficznego potrafi zbudować niesamowitą jakość obrazu i zrobić spore wrażenie na widzu. I w dużym stopniu „Ergo Proxy” się to udaje. Sceny zadziwiają nas dokładnością tekstur i dynamicznego tła. Ale... zaraz, zaraz, gdzie się podziała ta piękna grafika z pierwszych odcinków? I tu niestety zaskakuje nas smutna prawda. Twórcy próbowali nas omamić małym „oszustwem”, tak jak i wielu przed nimi. Mianowicie poziom pierwszych oraz ostatnich odcinków znacznie odstaje od średniej całej serii. Liczono tutaj na psychologiczny efekt pierwszego i ostatniego wrażenia. Przykrą rzeczywistością jest to, że uśredniona jakość odcinków jest co najwyżej przeciętna, a na dodatek wykonanie często jest niestaranne. Tła na przemian zaskakują nas bogactwem i ubóstwem detali. Sama ich schematyczność zaś, zwiększała jedynie to wrażenie.

Projekty postaci mają charakter częściowo wtórny, a większość z nich budzić może pewne skojarzenia z postaciami z innych anime. Najszersze budzić będą chyba z postaciami z "Witch Hunter Robin". Oczywiście z takimi zabiegami mamy do czynienia nawet w innych, lepszych anime, więc nie ma potrzeby przywiązywać ot wielkiej wagi. Główni bohaterowie są łatwo rozpoznawalni. Re-l posiada charakterystyczny makijaż (który, mimo iż nieco ją szpeci, nadaje specyficzny wygląd), całość wygląda nieźle, choć twórcy operują raczej uproszczoną kreską. Vincent w swoim przydługim i szytym maszynowo płaszczu nie wygląda może zbyt efektownie, ale za to sprawia odpowiednie wrażenie – niepozorny, niezdarny i naiwny. W projekcie Pino zauważymy drobną zmianę bodajże po czwartym odcinku. Poza właśnie wspomnianą bohaterką zdarzały się jednak częste zgrzyty w samych projektach, a raczej ich wykonaniu. Spora niekonsekwencja graficzna, nie tylko w przypadku postaci drugoplanowych, ale też głównych bohaterów rzucała się oczy. Twarze, a nawet wzrost i budowa różniły się w poszczególnych odcinkach. Jednym zdaniem – zabrakło staranności i dokładności wykonania, a jest to niestety grzech nagminnie popełniany nawet w przypadku kasowych animacji. Brawa należą się jednak roli odmiennej od technicznej, jakie spełnia oprawa graficzna. Kolorystyka prowadzona przez całą serię, projekt budynków i maszyn doskonale wpisuje się w warstwę estetyczno-fabularną całości.

Właśnie specyficzna kolorystyka jest jednym z filarów elementu niewątpliwie najsolidniejszego i zasługującego na dużą uwagę – klimatu. Jeśli zapytacie mnie, jaki to klimat, odpowiedzieć musiałbym: Nie mam pojęcia, ale jest świetny. Dlatego że tak naprawdę jedynym uczuciem, jakie nie opuści nas od początku do końca, będzie niepewność. Jednak po drodze poznamy smak czasami zupełnie odmiennych emocji. Całość można zaklasyfikować śmiało jako coś zdecydowanie „ciężkiego” i nieprecyzowalnie pochłaniającego. Ciemne barwy połączone ze „sterylnymi” odcieniami błękitu dają ciekawy efekt. Ten ciemny i mroczny nastrój o dziwo potrafi być czasami przeciwstawiony elementom całkowicie komicznym, mimo iż osadzonym w tym samym ponurym świecie. Całość można ocenić jako rozbudowany apokaliptyczny i mroczny nastrój.

Elementem podtrzymującym całość jest świetna oprawa muzyczna. Skomponowana przez Yoshikira Ikego, dosyć znanego kompozytora muzyki do gier, a także twórcę nastrojowej muzyki do „Blood: The Last Vampire” czy „Karasa”. Współpracował też przy tworzeniu muzyki do dwóch tytułów z serii „Gundam”. Dorobek może nie jest piorunujący, ale w tworzeniu podkładu do „Ergo Proxy” Yoshikiro wykazał się sporym wyczuciem. Muzyka ta stanowi bardzo dobry podkład do samej serii, nie wysuwając się jednak na pierwszy plan. Na pochwałę zasługuje zwłaszcza połączenie stylów muzyki elektronicznej (a ta będzie tu zdecydowanie dominować) i np. chórów łacińskich oraz kościelnych organów (tu przede wszystkim „New Pulse”, „Deus ex machina” czy „Angel’s Share”), klasycznych skrzypiec i wiolonczeli (np. „Shampoo planet”), na symfonicznym asortymencie kończąc. Nadaje to niesamowity klimat samemu anime i podnosi wartość soundtracku w moim odczuciu. Widać w całości wyraźne korzenie artysty w tworzeniu muzyki do gier, gdyż jego kompozycje nasuwają częste skojarzenia z utworami np. Akiry Yamaokiego. Zaletą jest także mnogość materiału muzycznego, która niweluje znany z innych anime efekt słuchania wciąż od nowa przerobionego głównego motywu. Na kilka osobnych zdań zasługują w tej serii opening i ending. Na potrzeby openingu grupa Monoral stworzyła rockowe nagranie „Kiri”, będące podkładem dla świetnej oprawy graficznej samego openingu. Ciekawie zrobiony teledysk wraz z samą muzyką tworzą coś, co śmiało mógłbym nazwać najlepszym openingiem, jaki widziałem. Nagranie „Kiri” usłyszymy także w innym momencie w pełnej krasie. Na tło dla endingu wybrano zaś nastrojowe nagranie grupy Radiohead – „Paranoid Android”, które bardzo dobrze wpisuje się w ogólny nurt klimatyczny filmu. Reasumując, muzyka wraz z klimatem (tworząc oczywistą symbiozę) stanowi, kto wie czy nie najmocniejszy element tego nietypowego anime.

Czy więc warto obejrzeć „Ergo Proxy”? Czy rzeczywiście może ono stać się ową perełką współczesnego anime? Raczej nie, ale oczekiwania były zdecydowanie na wyrost. Tytuł ten pozostaje ciekawą opcją dla ludzi lubiących sugestywny, mroczny klimat i pewien rozgardiasz fabularny. Ci oczekujący opowieści science-fiction z superpotworami powinni sobie odpuścić. Nie jest to łatwa ani przyjemna seria.
Duże uznanie dla twórców za próbę stworzenia czegoś ambitniejszego od mnożących się wtórnych i nieciekawych serii. Jednak sprawiedliwie trzeba przyznać, iż próba ta nie całkiem się powiodła. Mimo tego jest to na pewno anime godne uwagi, przy którym można spędzić kilka dłuższych chwil w świecie, gdzie mrok i światło zacierają granice między sobą...


http://www.amus-ent.com/japan/pics/picbig/217.jpg
Akira and Daishi Ai shiteru

Offline

 

#2 2007-08-14 22:24:37

Methes
Member
Skąd: Bydgoszcz
Zarejestrowany: 2007-06-04
Posty: 177
Zawód: X-Man :)
Zboczenie: Le Parkour, Panie ^^, Japonia, M&A, Nirvanka i Apatia ^^
Rasa: Fallen Angel ^^
Piosenka na dzisiaj:
Serwis

Re: Ergo Proxy

Ergo Proxy w moje gusta trafił 3/6.. pierwsze odcinki sie dobrze zapowiadały, ale puźniej już cały urok tego tytułu stracił w moich oczach..

Teraz mam do oglądania mnustwo nowych tytułów, więc pewnie będę umieszczał jakieś  informacje o nich.. Yasha czy przypadkiem nie reklamujesz anime co powinieneś zrobić w dziale z Mangą i Anime?img/smilies/tongue

Edit ApatiA: Już został przeniesiony^^


So tell me.. tell me the reason why?
How can you do this to me..
You break my heart..
and you make me cry.

Offline

 

#3 2007-08-20 23:36:32

Nirvana_Depresja
Władca
Zarejestrowany: 2007-05-10
Posty: 282
Zawód: Zło
Zboczenie: z obranej raz drogi może być niebezpieczne
Rasa: Urzekająco Fajny Obiekt
Piosenka na dzisiaj: "Bloodline"- Slayer

Re: Ergo Proxy

Ja tam jeszcze nie oglądałam tego tytułu, ale zapowiada się ciekawie, zwłaszcza graficznie. Może kiedyś Yasha, byś mnie zaprosił na małą ucztę anime? img/smilies/smile


http://img368.imageshack.us/img368/6963/link1fa5.png
http://img360.imageshack.us/img360/6259/pikapikavb3.gif

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo